ROZDZIAŁ I
-CÓRECZKO, CÓRECZKO, CÓRECZKO!- Próbowała mnie obudzić mama .Jej okrzyki nie pomogły ,nadal leżałam na łóżku jak zabita .Poczułam nieprzyjemny chłód. Kropelki wody spływały mi po twarzy.
-Tym razem udało Ci się.-Powiedziałam i zwlekłam się z łóżka.
Już ubrana powoli szłam do kuchni. Ujrzałam na stole trzy kanapki z majonezem. Zapewne moja ,,rodzicielka" zrobiła mi na złość. Takie jedzenie zawsze mnie obrzydzało.
-Yyy...To ja dzisiaj podziękuje.- Wyjąkałam. Skierowałam się do przedpokoju, gdzie leżały moje kochane zielone trampki.-To ja chcę się ubierać, a zapomniałam uczesać włosów. Ta...-Mruknęłam pod nosem i wróciłam się do łazienki. Chwyciłam w dłoń szczotkę i zaczęłam czesać moje brązowe kłaki. Po parunastu minutach były już idealnie rozczesane. Nareszcie założyłam moje najukochańsze buty i założywszy plecak na plecy wyszłam na dwór. Delikatny wiaterek, świecące słoneczko i śpiew ptaków, chyba najprzyjemniejsza rzecz która dziś mnie spotkała. Po drodze napotkałam mojego przyjaciela, Fabiana.-Cześć Aniu.-Przywitał się delikatnie klepiąc mnie po plecach. -A, cześć.- Odparłam. Przez całą drogę do szkoły, szliśmy w milczeniu. W końcu doszliśmy do dużego, błękitnego budynku. Przyjaciel kulturalnie otworzył białe drzwi, przez które weszłam.
-Dawno się nie widziałyśmy.-Powiedziała Agata, która znienacka pojawiła się koło mnie.
-A no, trochę czasu minęło.-Uśmiechnęłam się i ruszyłam dalej. Doszłam do mojej szafki. Otworzyłam ją i wyciągnęłam z niej wszystkie potrzebne mi książki. Delikatnie zamknęłam ją głową, ponieważ moje ręce były pełne książek. Podeszłam pod moją klasę. Ciekawe, drzwi były otwarte dziesięć minut przed dzwonkiem. Trochę zdziwiona weszłam do sali i usiadłam w ostatnim rzędzie. Rozłożyłam wszystkie zeszyty oraz książki na ławce. Oparłam się łokciami o stolik i zaczęłam nudzić się. Chyba moje najczęstsze zajęcie, ,,Nudzenie się.".W końcu do sali wszedł nauczyciel ,a za nim tłum uczniów.
-Dzień Dobry.-Wyjąkałam cichutko .Wszyscy zasiedli do ławek.
-Witajcie dzieci. Dziś dołączy do nas nowy uczeń. Przywitajcie go miło. A oto...Kastiel. -Popatrzyłam się na wchodzącego do sali czerwonowłosego chłopca. Nie wyglądał zbyt przyjemnie. Miejsce były wolne jedynie koło mnie, więc ,,nowicjusz" usiadł w mojej ławce. Nie słuchałam się nauczyciela, gapiłam się w czerwone włosy kolegi z ławki.
-Na co się tak patrzysz?- Zapytał się.
-Na Twoje włosy.- Odpowiedziałam. Było mi trochę wstyd. Powoli skierowałam swój wzrok na tablice. Nauczycielka tłumaczyła zadanie, które zrobiłam już dawno. Szczerze miałam uzupełniony już cały zeszyt oraz całą książkę, iż zawsze wcześniej kończyłam od innych.
-Proszę pani mogę do ubikacji?- Zapytałam.
-I ja też?- Usłyszałam głos Kastiela. Pokiwała głową na ,,tak".
Szłam długim korytarzem razem z ,,kolegą".
-Jak masz na imię?- Zapytał się.
-Ania.-Odpowiedziałam.
-Aha.-Powiedział ze skrzywioną miną. W końcu doszliśmy do szkolnej łazienki. Niezbyt przyjemny zapach ,,szamba" przyprawiał mnie o dreszcze. Weszłam do środkowej kabiny i załatwiłam swoje sprawy. Wyszłam powoli z niej i ujrzałam znajomego palącego papierosy.
-Chcesz jednego?- Zapytał wyciągając z kieszeni paczkę. Przez chwilę zastanowienia pokazałam mu czubek języka i wyszłam.
Po chwili byłam w sali.
-A gdzie Kastiel?- Zapytała nauczycielka. Nie skabluje...-Pomyślałam.
-Wszystkie były zajęte i on jeszcze czeka aż któraś się zwolni.- Wytłumaczyłam. Wychowawczyni popatrzyła na mnie ostrym wzrokiem. Wyraźnie coś podejrzewała .Niepewnie wróciłam do ławki.
ROZDZIAŁ II
Zaraz skończą się te męczarnie.-Pomyślałam.Zbliżała się ostatnia lekcja,na moje szczęście była to godzina wychowawcza.Nigdy się na niej nie zjawiałam.Zadzwonił dzwonek.Dla mnie już było koniec lekcji.Uśmiechnięta wyszłam z sali i skierowałam się w stronę drzwi.
-A ty gdzie się wybierasz?
Usłyszałam przyjemny męski głos.Obróciłam się w drugą stronę.
-To tylko godzina wychowawcza...
Westchnęłam i zaczęłam wycofywać się.Po chwili byłam już na dziedzińcu.Odetchnęłam z ulgą i ruszyłam w stronę domu.Po drodze napotkałam Kastiel'a siedzącego na murku z walizką w ręce.Nie wyglądał za dobrze.
-Co się dzieje,Kastiel?
Zapytałam zaniepokojona.
-Wyrzucili mnie z domu...-Westchnął.-Co ja teraz ze sobą zrobię...
Popatrzyłam się na niego przez chwilkę.Przyszedł mi pewien pomysł do głowy.Złapałam go za rękę i pobiegłam w stronę mojego domu.
-Co ty robisz?!
Wykrzyknął próbując się uwolnić.Nie przerywając biegu spojrzałam na niego.
-Będziesz spał u mnie!
Krzyknęłam i mocniej przycisnęłam jego nadgarstek.Czułam się trochę dziwnie.Poznałam go dosłownie dzisiaj,a już go przygarniam pod swój dach.Skrzywiłam się i wybiegłam na szosę.Kolega został na chodniku.
-Co ty robisz?
Zapytał widząc nadjeżdżający tir.Nic nie odpowiedziałam.Chciałam sprawdzić,czy jest gotów aby nocować u mnie.Westchnął głęboko i pociągnął mnie na chodnik.
-Droga panno,nie popełniaj samobójstwa.Nie zamierzam spać pod mostem.
Uśmiechnął się i złapał mnie za dłoń.
-Chodźmy bo nas noc zastanie.
Zaśmiałam się i zaczęłam biegnąć co tchu w nogach.Kastiel ledwo nadążał za mną.Po paru minutach byliśmy pod bramą mojego "apartamentu".Wpisałam kod po czym bramka otworzyła się.
-Nowocześnie tu.
Przewrócił oczami.Chyba wolał klimaty staroświeckie.Otworzyłam bramkę i weszłam.
-No właź.
Powiedziałam,widząc jak zakłada ręce na piersiach.Głęboko westchnęłam i skierowałam się do domu,gdzie radośnie przywitał mnie mój piesek.
-No cześć Yoshiki!-Uśmiechnęłam się głaszcząc go po główce.Usłyszałam czyjeś kroki.
-A więc jednak zdecydowałeś się,na nocleg u mnie?
Spojrzałam na jego czerwoną czuprynę.
-Będziesz spał w moim pokoju.-Oznajmiłam i pobiegłam na górę.-No chodź!-Krzyknęłam widząc,że nie idzie ze mną.Przewrócił oczami i ruszył za mną.Jego głośne stąpanie po schodach,denerwowało mnie bardziej niż pisk nienaoliwionego roweru.Przewróciłam oczyma i poszłam do mojego pokoju.Czerwono-żółto-zielone barwy,chyba nie wzbudzą w nim zachwytu.Westchnęłam i runęłam na łóżko.
-Czasami jesteś fajna,a czasami nieznośna.
Usłyszałam głos chłopca.
-Racja.
Mruknęłam.Powoli podniosłam głowę i spojrzałam na stojącego w drzwiach Kastiel'a.
Chyba się zakochałam.-Pomyślałam gdy nagle do pokoju wbiegną Yoshiko.Potrącił kolegę który stał w drzwiach.Zakończyło się upadkiem.
-Uważaj kundlu.
Powiedział ostrym tonem.
-To nie kundel!
Zaprzeczyłam i pogłaskałam bernardyna po głowię.Powoli zwlekłam się z łóżka i podeszłam do chłopaka.Podałam mu rękę.
-Nic Ci nie jest?
Zapytałam troskliwym głosem.Pokiwał głową na "tak".Gdy wstał powiedziałam na którym łóżku będzie spał.Nie był zachwycony widokiem starego łóżka.To on woli staroświeckość czy nowoczesność?!-Zapytałam się w myślach.
-Nie narzekaj.-Westchnęłam.-Przynajmniej masz gdzie spać.-Dodałam zirytowana.Wyjęłam moją "smerfatą" piżamkę i poszłam do łazienki przebrać się w nią.Zajęło mi to dość mało czasu.Powoli weszłam do mojego pokoju.Popatrzyłam na kącik,w którym miał spać Kastiel.
-Czyli już zdążyłeś obkleić go plakatami?-Westchnęłam i runęłam na łóżko.
Słucha metalu.Kocham go.-Pomyślałam i zachichotałam po cichu.
ROZDZIAŁ III
Obudził mnie huk,mocnego uderzenia o ziemie.Przetarłam oczy i zeszłam na dół.Zdążyłam na najśmieszniejszy moment,całego zdarzenia.Mój bernardyn lizał swoim różowym językiem Kastiela po twarzy.Chłopak próbował go odpychać,lecz pies był za silny.Cóż,chyba był za dobrze karmiony.
-Chyba znalazłeś sobie nowego przyjaciela.-Zaśmiałam się podchodząc do kolegi.Z jego twarzy spływała silna.Bardzo ohydny lecz zarazem śmieszny widok,doprowadził mnie do takiego śmiechu,że runęłam na podłogę.
-Ty chyba też.Nie wiedziałem,że można zaprzyjaźnić się z podłogą.- Zadrwił ze mnie.Pogłaskałam się po głowie i wstałam.Ujrzałam wschodzące słońce,co było oznaką tego,że jest wcześnie.Poszłam do kuchni i wyjrzałam przez okno.Widok na ogród pełen pięknych kwiatów oraz kwitnących drzew,był cudowny.Mogłam przyglądać się jemu godzinami,lecz byłam zbyt głodna.Głęboko westchnęłam i odeszłam od okna.Podeszłam do lodówki pełnej jedzenia,jak zwykle.Niektórzy głodują,a mi ledwo jedzenie w lodówce się mieści.Przed otwarciem jej,miałam nadzieje że sałaty,pomidory oraz inne warzywa nie wylecą z białego obiektu.Na moje szczęście,nie stało się tak.Chwyciłam w dłoń mój ulubiony serek,po czym zanurzyłam w nim metalową łyżeczkę.Spojrzałam na niebo za oknem.Zapowiadał się słoneczny dzień.Po zjedzeniu pysznego czekoladowego jedzonka,podreptałam po schodach na górę.Wyprzedził mnie Kastiel,który już czekał w pokoju.Westchnęłam i podeszłam do szafy.Chwyciłam w dłoń moją sukienkę w kwiatki.Wyjątkowo ładnie w niej wyglądałam.
-Nie będziesz w niej wyglądać jak...no nie wiem...Barbie ?-Usłyszałam głos kolegi,w którym było słychać nutkę kłamstwa.Czyżby podobały mu się kwiaty? Spojrzałam na niego troszkę zdziwionym wzrokiem.Po chwili pobiegłam truchcikiem do łazienki,trzymając w dłoni kwiecistą sukieneczkę.Rzuciłam ją na podłogę i zamknęłam drzwi.Zdjęłam z siebie piżamę i przebrałam się w "kieckę".
-Czyżbym utyła?-Zapytałam sama siebie,ledwo wciskając się w ubranie.Przejrzałam się w lustrze.W nim nic się nie zmieniłam.Wzruszyłam ramionami i skierowałam się do swojego pokoju.Spojrzałam na mały kącik Kastiela.Plakaty grup rock'owych wokół starego łóżka.Idealne połączenie.Przyjaciel spojrzał na mnie,jakby nie wierzył własnym oczom.Czyżbym olśniła go piękną sylwetką? Jak dotąd chodziłam w luźnych bluzkach,więc nie mógł jej ujrzeć.Usłyszałam piszczenie pod drzwiami.Oznaczało to,że zbliża się pora karmienia Yoshiko.Zbiegłam na dół po drewnianych schodkach i nasypałam psią karmę do miski.Po dwóch minutach w plastikowym obiekcie zaistniała pustka.Ach te żarłacze. Yoshi Żarłacz,ciekawa nazwa.Poszłam do przedpokoju,gdzie stały moje kremowe balerinki.Założyłam je i wyszłam na dwór.Jak przeczuwałam,dzień był słoneczny.Wyszłam przez bramkę na chodnik,którym szłam w stronę polany.Piękne miejsce przepełnione dzikimi kwiatami.Zaklaskałam w dłonie,kiedy byłam już blisko łąki.Już nie mogłam doczekać się tego pięknego zapachu róż,chodzenia na boso po rzece.Przeczuwałam że nie będę tam sama,ale kij z tym.Pędem ruszyłam w stronę mojego celu "podróży".Po paru chwilach stąpałam już po zieloniutkiej trawie.Odgarnęłam moją brązową grzywkę i pobiegłam w stronę strumienia.Zdjęłam moje buty i weszłam do ciepłej wody.Delikatny podmuch wiatru,sprawiał że mój dzień był jeszcze przyjemniejszy.Usłyszałam szelest dochodzący zza krzaków.Zadrżałam ze strachu,przed tą osobą.Pierwszy raz bałam się kogoś nieznajomego.Choć jeszcze nie wiedziałam,czy znam ową osobę.Moim oczom ukazał się wysoki blondyn o złotych oczach.
-Witaj Aniu.-Uśmiechną się podchodząc do wody.Chyba nie miał najmniejszego zamiaru do niej wchodzić.
-Witaj...ym...-Wyjąkałam.
-Ach,jasne.Nie znasz mnie.Jestem Nataniel.-Odezwał się z jeszcze szerszym uśmiechem.Widocznie miał jeszcze lepszy dzień niż ja.
-W takim razie,witaj Natanielu.- Podeszłam do brzegu i usiadłam na trawię.Chłopiec przysiadł koło mnie,i zaczął opowiadać kim jest.Z tego co się dowiedziałam,jest gospodarzem liceum do którego uczęszczam.Jego wiek liczy dwadzieścia lat.Oznaczało to,że jest starszy ode mnie o trzy lata,iż mój wiek liczy siedemnaście wiosen. Jego cała historia,ciągnęła się aż do momentu,gdy zaczął opowiadać o swojej siostrze.Była to Amber,mój największy wróg.Głęboko westchnęłam,gdy wymówił jej imię.
-Coś się stało?-Spytał.Było widać po moim wyrazie twarzy,że cała ta jego historia o jego siostrzyczce,zepsuła mi dzień.
-Nie nic,lepiej idź.-Mruknęłam pod nosem i ponownie weszłam do rzeki.Poszłam dość daleko,by chłopak stracił mnie z oczu.Usłyszałam jak dwudziestolatek odchodzi.Na mojej twarzy zaistniał uśmiech.Podeszłam do brzegu i położyłam się na zielonej trawie.
Super. Choć jedna rzecz mnie dziwi - Ania i Nataniel do polskie imiona, ale Amber i Kastiel nie brzmią polsko. Jednak pisaniem opowiadania zachęciłaś mnie do pisania. ;>
OdpowiedzUsuńSwojego opowiadania, a nie o fashionstyle.
UsuńCudne opowiadanie. ♥ Ach, zakochałam się. :D
OdpowiedzUsuńjak sądzisz czy Ania pozna kogoś nowego ? ^^
UsuńTak. :D Tak myślę.
Usuń